Odszkodowanie za utratę oka

Odszkodowanie za utratę oka
Usuwanie sopli lodu to konieczność

Czasami wypadek może nam się przytrafić w najbardziej nieoczekiwanym miejscu. Na placu zabaw, w kinie czy w trakcie zwyczajnego spaceru po chodniku, zawsze może spotkać nas jakieś nieszczęście. Nikt nie jest w stanie zabezpieczyć się przed każdym niespodziewanym wydarzeniem i nie jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co nas spotyka. Dosłownie jeden nierozważny krok, spojrzenie w niewłaściwym kierunku czy nawet kichnięcie w nieodpowiednim momencie, może zakończyć się tragicznie. Czasami jednak nieszczęście spotyka nas z powodu czyjeś nieuwagi lub zaniedbania. Wtedy powinniśmy skontaktować się z prawnikami z Powszechnego Zakładu Odszkodowań. Nasi prawnicy wielokrotnie udowodnili, że tego typu sprawy są do wygrania. Za przykład niech posłuży sprawa o odszkodowanie za utratę oka.

 

W średniej wielkości mieście we wschodniej Polsce mieszka Pani Elżbieta. Jest matką samotnie wychowującą córkę, sześcioletnią Magdę. Jej mąż odszedł od niej niedługo po wyjeździe do Belgi, gdzie miał pracować przy hodowli gęsi. Założył tam nową rodzinę i jedyny kontakt, jaki utrzymywał z krajem, polega na dosyć nieregularnym przesyłaniu alimentów na córkę. Pani Elżbieta z trudem przetrwała porzucenie, musiała zachować siłę dla swej małej Magdy. Na szczęście w wychowywaniu dziecka pomagali jej rodzice oraz brat. Miała własny zakład fryzjerski i choć nie była to łatwa praca, to przynajmniej pozwalała utrzymać się jej i córce. Choć było jej ciężko, to nie chciała narzekać. Powoli udawało jej się zapomnieć o przykrych chwilach i rozważała jak by to było na nowo się z kimś związać. Zaprzyjaźniła się ze swoim sąsiadem Panem Bronisławem i miała nadzieję, że rozwinie się to w coś większego. Niestety, ale niedługo miało dojść do wydarzeń, które miały doprowadzić do walki o odszkodowanie za utratę oka.

 

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Był to czas typowej zakupowej gorączki, podczas której nikt nie ma na nic czasu.  Czasu najpewniej też nie miała Panu Iwona, właścicielka jednego z domów położonych niedaleko jednego z głównych centrów handlowych w mieście. W tym roku pogoda w grudniu była nadzwyczaj niezdecydowana. Na przemian przychodziły siarczyste mrozy, po których następowało gwałtowne ocieplenie dochodzące nieraz do kilku stopni powyżej zera. Prowadziło to do powstania długich i groźnie wyglądających lodowych sopli. Zgodnie z prawem powinno się je usunąć, stanowią one bowiem zagrożenie dla ludzi spacerujących chodnikami poniżej. W mieście jednak niewielu gospodarzy wzięło sobie do serca dbanie o przechodniów, część nawet nie była świadoma zagrożenia, a inni po prostu uznawali, że jest ono na tyle nikłe, że nie muszą się nim przejmować. Takie samo nastawienie przejawiała Pani Iwona. Gdyby wiedziała, że dojdzie do walki o odszkodowanie za utratę oka najpewniej nie zwlekałaby z usunięciem lodowych sopli.

 

Tamtego dnia Pani Elżbieta wzięła wolne do popołudnia, aby zrobić  zakupy, przede wszystkim kupić lekarstwa dla małej Magdy, która powiedziała rano, że boli ją gardło i została w domu, a także aby zrobić część przedświątecznych zakupów. W pracy zostawiła jedynie swoją asystentkę, która miała się zajmować klientami. Bardzo się śpieszyła, aby jak najszybciej wrócić do domu, do córki, więc nie mogła zwracać uwagi na to, co się działo  ponad jej głową. W pewnej chwili gdy przechodziła przed domem Pani Iwony, usłyszała z ust jednego z przechodniów okrzyk „uwaga na górze”. Odruchowo spojrzała w górę i wtedy sopel lodu spadł na nią. Zarówno Pani Elżbieta jak i przechodnie zakrzyknęli, oto bowiem długi i ostry sopel lodu wbił się w oko kobiety. Ktoś był na tyle przytomny, że wezwał pogotowie, które zawiozło Panią Elżbietę do szpitala.

 

W szpitalu lekarze musieli usunąć zniszczone oko razem z kawałkiem lodu. Drugi mniejszy sopel zranił naszą przyszłą klientkę w twarz, nie czyniąc poważnych szkód, lecz pozostawiając szpecącą bliznę. W szpitalu pozostała na ponad trzy tygodnie w tym na święta. Jej córka musiała spędzić ten czas u dziadków, ale jej choroba bardzo się rozwinęła i mało co nie trafiła do szpitala. Gdy Pani Elżbieta została wypuszczona do domu, prawie natychmiast wróciła do pracy. Niestety, szybko zauważyła, że o wiele trudniej jest jej strzyc klientów ze względu na problemy z oceną odległości. Wiele klientek także zrezygnowało z jej usług, nie chcąc aby ich włosami zajmowała się jednooka fryzjerka. Z tych powodów Pani Elżbieta musiała zamknąć zakład i zatrudnić się jako kasjerka  w jednym z hipermarketów. Była to praca o wiele cięższa i gorzej płatna, która ze względu na specyficzny system zmianowy, bardzo utrudniała jej opiekowanie się córką. Pomagał jej w tym zajęciu wprawdzie Pan Bronisław, który zbliżył się do naszej przyszłej klientki, lecz nadal nie mogła sobie wybaczyć, że zaniedbuje małą Magdę. Musiała także za prywatne pieniądze zakupić szklaną protezę oka, bowiem nie mogła sobie pozwolić na chodzenie z przepaską na oku czekając na refundacje protezy przez NFZ.

 

Od koleżanki w pracy dowiedziała się, że istnieje kancelaria odszkodowawcza, nazywająca się Powszechny Zakład Odszkodowań, która pomaga ludziom w sytuacji takiej jak ona. Pani Elżbieta nie była wprawdzie pewna, czy ma prawo walczyć o odszkodowanie za utratę oka, ale nie miała w gruncie rzeczy nic do stracenia. Skontaktowała się więc z naszymi prawnikami. Wyjaśnili jej, że jak najbardziej ma prawo walczyć o odszkodowanie i szybko zajęli się tą sprawą. Udało nam się ustalić, że właścicielem domu, pod którym doszło do wypadku była Pani Iwona. Skontaktowaliśmy się z jej ubezpieczycielem i przesłaliśmy dokumenty zawiadamiające o konieczności zapłaty odszkodowania. Ubezpieczyciel zgodził się zapłacić odszkodowanie jedynie w wysokości 25.000 zł, co według nas było sumą zdecydowanie zbyt niską, więc sprawa musiała trafić do sądu.

 

O ile wina pozwanego w sprawie o odszkodowanie za utratę oka była bezsporna, to jednak jego wysokość wymagała ustalenia. Prócz konieczności zakupu protezy oka Pani Elżbiecie należała się rekompensata za utratę dochodów związaną ze zmianą pracy, a także rekompensata za przeżyty ból i cierpienie z nim związane. Choć prawnicy firmy ubezpieczeniowej chcieli wykazać, że to nasza klientka była przynajmniej częściowo odpowiedzialna za wypadek, to sąd nie dał tym twierdzeniom wiary.

 

W sprawie o odszkodowanie za utratę oka zasądzono 90.000.00 zł odszkodowania.